JAK ŁOWIŁEM GUPIKI ENDLERA Roman Slaboch, czeski akwarysta specjalizujący się od lat w hodowli dzikich żyworódek, opisuje swoje doświadczenia z pobytu w r. 2001 nad Laguną de Patos w regionie Cumana w pobliżu Parku Narodowego Mochima w Wenezueli. Celem wyprawy było zdobycie różnych gatunków ryb żyworodnych do hodowli akwaryjnej. Miasto Cumana jest niezbyt interesujące i brudne, pełne nieprzyjemnie nachalnych taksówkarzy (taksówki to w ogóle szczególny wenezuelski fenomen). Mnie tu przyciągało jedyne znane siedlisko tzw. gupików Endlera.
Region odnaleźliśmy natychmiast, ale była tam większa ilość lagun, tak że przez chwilę mieliśmy wątpliwości. Co prawda miałem informację bezpośrednio od dr. Endlera, że do laguny są ostatnio wywożone odpady komunalne z Puerto La Cruz, czego nie można było nie zauważyć, ale niestety są wywożone do wszystkich lagun, tak że to poszukiwań nie ułatwiło. Na szczęście nie leżą daleko od siebie, tak że wkrótce ją znaleźliśmy.
Z początku miałem problem psychiczny z użyciem swej podrywki z piękną nową siecią, gdyż bałem się, że pod wpływem chemikaliów się rozpadnie. Nie rozpadła się, ale z kolei nie chciało mi się brać "endlerek" do rąk, abym nie "złapał" czegoś paskudnego. Wszystko skończyło się dobrze, a później nie sprawdziły się również moje obawy przed trudnościami z przyzwyczajaniem ryb do normalnej wodzy. Ku memu zaskoczeniu było to łatwiejsze, niż w przypadku zwyczajnych pawich oczek. Woda w lagunie miała nie tylko ekstremalny wygląd (piana z detergentów między plastykowymi butelkami, powoli deformującymi się w plamach ropy), ale i ekstremalne parametry. W upale 46°C cieniu i przy 98% wilgotności powietrza zmierzyliśmy w lagunie pH 7,9 i 34°C; w nocy temperatura spadła do 29°C.
Laguna była mocno mętna i ryby trzymały się głębiej - temperatura wody przy powierzchni była bliska temperaturze powietrza! Endlerek złapaliśmy tylko kilka (do domu dowiozłem grupkę 5,3), zaś "normalnych" pawich oczek Poecilia reticulata na tym stanowisku nie znaleźliśmy. Za to za każdym pociągnięciem sieci wyciągaliśmy niewiarygodną ilość topornic Thoracocharax sp., zaś w prawie wyschniętym dopływie mój brat złapał na wędkę drapieżną Hoplias malabaricus.
W hodowli odłowione samice rodziły po 3-5 młodych (z grubsza w 5 generacji jest ich regularnie ponad 10, ale 15 sztuk jest już bardzo licznym miotem). Krótkowieczność (7-8 miesięcy) im pozostała. Importowana dzika populacja ma wyraźny niedostatek samców, podczas gdy forma akwaryjna, która hodowałem na końcu lat 90-tych, miała ich nadmiar.
W odróżnieniu od hodowanej wcześniej populacji akwaryjnej, która cierpiała na szereg chorób, importowane ryby są zupełnie zdrowe, tylko u starych osobników niekiedy pojawia się kołysanie, podobne do objawów przeziębienia. Biorąc pod uwagę stabilną temperaturę 27°C, w której je hoduję, powodem będzie co innego. Opisywanego przez Dokoupila w Akvarium a Terrarium częstego rozpadu płetw i w końcu śmierci nigdy nie zaobserwowałem ani w populacji akwaryjnej, ani w dzikiej. Takiego doświadczenia nie miał też nikt z mych przyjaciół. Z dużym prawdopodobieństwem chodziło o indywidualne zakażenie hodowli. Witalność "endlerek" jest porównywalna z witalnością "normalnych" dzikich pawich oczek - trzeba się nimi opiekować, ale żadnej szczególnej trudności tu nie ma. © Dr Roman Slaboch
Z języka czeskiego tłumaczył © Wojciech Zięba | ||